Uniwersum: Odyseja


Poznajcie świat Odysei dzięki biografiom postaci, grafikom oraz opowiadaniu Kayna.


Przygoda czeka wszędzie — od wysoce zurbanizowanych światów centralnych do najdalszej krawędzi galaktyki!

Wielkie Imperium Demaxiańskie zagarnęło prawie każdy zamieszkany układ planetarny, ignorując sprzeciwy ze strony zarówno starożytnego Zakonu Templariuszy, jak i przestępczego Syndykatu, w pogoni za cudowną ambrozją — Orą. Ta mistyczna złota esencja, zbierana z ogromnych, majestatycznych stworzeń, które patrolują gwiazdy, jest krwią wszelkiej cywilizacji, ale również obietnicą niewypowiedzianej mocy dla tego, kto posiądzie ją na własność…

Yasuo

Yasuo od urodzenia żył w luksusie pośród superbudowli i lśniących świateł największej metropolii w całym centralnym świecie. Przystojny, utalentowany i niepragnący dosłownie niczego, sprzedawał swoje usługi jako ochroniarz z górnej półki dla celebrytów i dygnitarzy z imperium. Spędzał noce w pijackim odurzeniu, bezcelowo plącząc się od jednego świetnego klubu nocnego do drugiego. Prawdopodobnie przeżyłby tak całe swoje życie, nie bacząc na nic… gdyby nie fakt, że został wrobiony w okrutne morderstwo swojego brata.

Gdy tuziny demaxiańskich najemników i tajnych agentów zbliżały się do jego miejsca położenia, Yasuo wziął ze sobą kilku przegranych szaleńców z lokalnego baru, ukradł statek i uciekł.

Od tamtego czasu stale ucieka. Całkiem nieźle jak na mężczyznę, którego jedynym prawdziwym problemem było założenie spodni.

Yasuo ledwie nadaje się na kapitana, a jeszcze mniej na rozumnego człowieka potrafiącego wysłuchać potrzeb innych. Ale walczy dobrze, a także posiada klucz do pomszczenia brata, otworzenia legendarnej Bramy Ory i uratowania świata przed zniszczeniem (o czym nie wie nikt poza Soną). Może nie jest to przeznaczenie, na jakie zasługuje, ale to przeznaczenie, z którym wcześniej czy później będzie musiał się pogodzić.


Ostrze Yasuo nazywa się Piosenką, tak zupełnie bez powodu. Yasuo po prostu stwierdził, że taka nazwa będzie fajna. To nawet nie jest pamiątka ani nic. Kupił je w sklepie.

Jednakże potrzeby bogatych i sławnych celebrytów wymagają pewnego stopnia szpanerstwa, którego zwykły laserowy miecz zwyczajnie w sobie nie ma, więc teraz jego ostrze jest tak niebywale ulepszone za pomocą Ory, że ledwo przypomina swój pierwotny stan. Piosenka, zdolna do tworzenia barier z czystej energii i plazmowych pocisków, jest potężną bronią nawet w nieuzdolnionych rękach. A Yasuo jest wyjątkowo uzdolniony.

Natomiast na jego ramieniu siedzi Kosmiczna Jaszczurka. Załoga Gwiazdy Porannej nie dała jej jeszcze porządnego imienia i pewnie nigdy tego nie zrobi, ponieważ to tylko egzotyczny gatunek gada skradziony z rezerwatu natury o podwyższonym nadzorze w celu opchnięcia go za niemałą sumkę. Ale potrafi puszczać bańki, co Yasuo sekretnie uwielbia.

Jinx

Jinx, ekspertka w budowaniu i/lub niszczeniu (głównie niszczeniu) całego szeregu tworzonych naprędce i wysoce niestabilnych broni załogi Gwiazdy Porannej, pilotuje statek i prowadzi go prosto w nieskończoną serię ekstremalnie niebezpiecznych tarapatów. Nie wiadomo, dlaczego Yasuo ją zatrudnił. Krążą jedynie plotki o 48-godzinnej libacji we wtedy jeszcze niezniszczonym kwadrancie Mgławicy Ludum. Od tamtej pory ta dwójka jest wiernymi sojusznikami.

Jinx, która wiecznie się ekscytuje i jest głęboce niezrównoważona, na liście swoich minionych pracodawców liczy sobie wielu górników asteroidowych i producentów sprzętu wojskowego, z czego większość wykazuje poważne objawy zespołu stresu pourazowego, gdy tylko ktoś wymieni jej imię. Uwielbia lądować awaryjnie na nieprzyjaznych światach dla beki, „przypadkowo” niszczyć księżyce za pomocą głównego działa Gwiazdy Porannej i na pewno nie ma obsesji na punkcie Porządkowego Kayna, człowieka, który zawzięcie próbuje zabić całą załogę.

Jinx uważa Malphite’a za swojego najlepszego przyjaciela we wszechświecie… głównie dlatego, że to przez nią został zwolniony z pracy, ale też dlatego, że potrafi naprawdę bardzo mocno bić.


Jinx w każdej chwili nosi przy sobie dostatecznie dużo broni, by rozpocząć oblężenie małej lub średniej demaxiańskiej fortecy bitewnej. Godnymi odnotowania brońmi są Rybeńka, wyrzutnia rakiet, która wydaje się być naprawdę przejęta samopoczuciem swojej właścicielki; Pif-Paf, działko obrotowe, które rozkoszuje się śmiercią i zniszczeniem; Bzzytek, bioorganiczny miotacz piorunów o tak kiepskiej konstrukcji, że może wybuchnąć w każdej chwili; Ogniste Gryzaki, które zostały dziwnie wyrzeźbione tak, by przypominały głowę Malphite’a; oraz SuperMegaKometa Śmierci, międzygalaktyczny portal gwizdnięty z jednej z placówek kopalnianych, gdzie kiedyś pracowała Jinx, który śle bogate w minerały planetoidy prosto w twarz przeciwnika. Bum!

Oczywiście żadna z tych broni nie potrafi tak naprawdę mówić albo przejawiać cechy charakteru. One są nieożywione.

Bronie są nieożywione.

Ziggs

Ziggs, zhańbiony inżynier znany wcześniej z rewolucyjnych posunięć w dziedzinie wydobywania Ory, stracił wszystko, gdy młoda rekrutka i jej przerośnięty menedżer „przypadkowo” ustawili jedno z jego urządzeń tak, że wybuchło, pustosząc połowę…

Słuchaj, nie było cię tam, tak? Dość tego wzburzenia. Pozwól, że zabiorę ci chwilę i opowiem wszystko o Ziggsie. Nie zajmie to dużo czasu, on sam jest dość mały.

Ziggs dorobił się fortuny za młodu jako jeden z najlepszych ekspertów od wydobywania i rafinowania Ory oraz od modyfikowania broni za jej pomocą — był tak dobry, że to wszystko natychmiast uderzyło mu do głowy, tak jak zwykle bywa ze sławą. Wynajdując coraz skuteczniejsze metody wydobycia i co chwilę zmieniając pracodawców, Ziggs był o krok od dokonania przełomu, po czym zawalił mu się świat.

Albo raczej jego księżyc.

Ogólnie planetoida, na której pracował, wybuchła i zamieniła się w kulę ognia, dematerializując Orę wartą setki trylionów kredytów. Nieduży inżynier został natychmiastowo obarczony winą, odebrano mu jego kredyty i środki, a on sam zniknął w ledwo nadającym się do podróży kosmicznych statku górniczym, mając tylko bomby na plecach i bojowy nastrój. Od tamtego czasu nie widziano go w żadnym przyzwoitym układzie planetarnym.

Teraz zgorzkniały i maniakalny Ziggs skacze od jednego złoża Ory do drugiego na krawędzi galaktyki, szalenie ryzykując, by odzyskać swój utracony prestiż… i mając nadzieję, że nigdy, przenigdy, pod żadnym warunkiem, nie natknie się znowu na rekrutkę i jej menedżera. Śmieszna sprawa.


Korzystając z czasami wysoce niestabilnej natury Ory, Ziggs stworzył wyjątkowo wybuchową mieszankę, która potrafi wyrządzić ogromne, lecz ukierunkowane szkody każdemu celowi, co czyni ją idealną na operacje kopalniane. Wtedy taki postęp był korporacyjnym cudem, lecz niedługo potem twórcy broni z Syndykatu zgapili ten pomysł i wymyślili tańsze, mniej niebezpieczne alternatywy, które nie miały aprobaty Ziggsa. Ziggs nie da żadnemu rywalowi być lepszym, więc wysmażył jeszcze bardziej niestabilne modyfikacje do swoich oryginalnych urządzeń w nadziei, że „jeszcze im wszystkim pokaże, he, he, he…” [sic]

Tuziny lepkich, wysoce chemicznych mieszanek zbieranych ze stworzeń i miejsc rozsianych po całej galaktyce wirują niebezpiecznie w ładunku eksplozywnym stworzonym przez Ziggsa, a nawet najmniejsze poruszenie go sprawi, że cała gromada gwiazd wybuchnie w jednej chwili. Wygląda na to, że jemu to nie przeszkadza, a gigantyczny ładunek wybuchowy przytroczony do jego pleców służy również za ostrzeżenie dla wszystkich podróżujących kosmicznych piratów, którzy spróbowaliby siłą pokrzyżować mu plany.

Ty wysadzasz Ziggsa, Ziggs wysadza ciebie. Coś za coś.

Sona

Sona, jedna z tajemniczych Templariuszek, ma dziwny związek z Orą — boską, złotą krwią wszelkiej cywilizacji. Była najbardziej uzdolnionym dzieckiem, jakie w jej pokoleniu przyszło na świat w zakonie, ponieważ posiadała rzadką zdolność porozumiewania się z ogromnymi, produkującymi Orę zwierzętami, które pokojowo suną przez zimne otchłanie kosmosu. Choć zwierzęta te ostrzegły ją, zsyłając na nią dziwne, apokaliptyczne wizje, Sona wybrała się w podróż z dwoma innymi Templariuszami i ich wyznawcami na kraniec światów — Ionan. Ponadczasowe stworzenie nie z tego wszechświata czekało tam na dzień, w którym będzie mogło się wyzwolić i rozpocząć swoje mroczne podboje…

Niestety Sona i jej towarzysze podróży byli śledzeni przez wyrzutożołnierzy z Imperium Demaxiańskiego. Sona przetrwała strzelaninę tylko dzięki temu, że ukryła się pośród zaniedbanych piechurów, gdy ci byli brani w niewolę. Porządkowy Shieda Kayn, najwyraźniej pod wpływem nikczemnej istoty, Rhaasta, zarządził, by zostali zabrani na przesłuchanie do Armady Locus. Sonie udało się uciec z jego uścisku, lecz nie obyło się bez strat — mężczyzna, który pomógł jej w ucieczce, Yone, został zamordowany przez samego Kayna.

Jako że nie miała się do kogo zwrócić, odnalazła strapionego młodszego brata Yone, Yasuo, i dołączyła do jego przypadkowej mieszanki dziwacznych ludzi zwanej załogą Gwiazdy Porannej. Miała nadzieję zapobiec jeszcze wtedy nieznanej tragedii, która rzekomo ma zniszczyć wszelkie stworzenie.

Po obejrzeniu filmiku rekrutacyjnego Jinx wciąż jest pewna na mniej więcej 85%, że ratowanie wszechświata to rzeczywiście dobra decyzja.


Sona potrafi porozumiewać się z Orą i dzięki temu używać jej jako broni, tarczy i osobistego powiernika. Ora dzieli się z Soną sekretami (prawdopodobnie), plotkuje z nią o Templariuszach (możliwie), a czasami razem przecinają gigantyczne roboty na pół za pomocą płynnej, złotej energii.

Co najważniejsze, Sona nie korzysta z Ory tak jak większość innych świadomych istot. Nie musi wszczepiać sobie ulepszeń ani modyfikować swojego ciała za pomocą drogiej, potencjalnie niebezpiecznej technologii — po prostu prosi swoją małą, lśniącą kulę o przysługi, a ona je wypełnia. To cud nowoczesnej… może nie nauki. Czegoś w stylu nauki, ale lepszego.

Malphite

Malphite był kiedyś nadzorującym podczas operacji kopalnianej w otchłaniach kosmicznych, dopóki Jinx nie rozwaliła asteroidy na pół i nie sprawiła, że oboje zostali zwolnieni.

Zawsze marzył o praktykowaniu medycyny wewnętrznej w jednej z najlepszych placówek terapeutycznych w całym wszechświecie. Lecz z powodu niewiarygodnie wysokiego czesnego w szkole medycznej, Malphite podjął pracę jako górnik i odkładał połowę każdej wypłaty, by kiedyś urzeczywistnić swoje marzenie… dopóki Jinx nie została przydzielona do jego zespołu. Z nieznanych powodów między tą dwójką zawiązała się serdeczna przyjaźń, choć wszystkie pieniądze Malphite’a poszły na naprawę sprzętu, który Jinx stale niszczyła.

Po wylądowaniu na pokładzie Gwiazdy Porannej z powodu łączącej ich więzi (gdzie Jinx, tam i Malphite) wykształcił coś w stylu braku kontroli nad swoimi wybuchami emocji. Malphite mówi powoli, chodzi powoli i zdaje się ożywać tylko na bójkę, przestępstwo albo przestępstwo związaną z bójką.

Jego niezwykła lojalność wobec osoby-która-zdecydowanie-jest-psychopatką sprawiła, że wylądował w wielu bitwach na terenie całej galaktyki, ale nie wygląda, jakby go to obchodziło. Jego kosmiczna biologia dała mu twardy jak skała pancerz i duże pięści do naparzania, a z pomocą dużych pięści do naparzania można daleko zajść w życiu.


Malphite może przyjąć zatrważające ilości obrażeń, ponieważ posiada odrastające opancerzone płytki, które znajdują się zarówno na jego skórze, jak i na noszonym przez niego BARDZO stylowym technologicznym wdzianku. Jego byli przeciwnicy opiszą go mianem „naprawdę bardzo głupiego” i „niezwykle trudnego do zabicia”, w tej kolejności, ale większość z nich nie jest świadoma prawdziwego zagrożenia, jakie stanowi Malphite. Otoczony przypadkową mieszanką idiotów, okradziony ze swojego pierwotnego celu w życiu i całkowicie odpowiedzialny za sytuację, w której się znalazł, Malphite chętnie rzuci się i swoją masę na wszystkich i wszystko, co krzywo na niego spojrzy.

A kiedy się już rozkręci, nic w tym wszechświecie nie może go powstrzymać.

Kayn

Shieda Kayn, wyjątkowo pewny siebie militarny strateg Armady Locusu, stał się jednym z Porządkowych w Imperium Demaxiańskim i wypełnia wolę samego Imperatora Jarvana IV. Kayn nabawił się obsesji na punkcie zebrania możliwie największej ilości Ory w swoim ciele, choć takie zachowania są zakazane. Podążając za cichym szeptem dziwnej, ezoterycznej mocy, wierzy, że ten proces przemieni go w niezwyciężoną, nieśmiertelną istotę.

Myli się.

Mimo to Kayn dowiedział się, że potrzebuje Sony, jednej z niewielu osób w galaktyce, które potrafią poprowadzić go ku całkowitemu odblokowaniu jego mocy poprzez mityczny, słabo poznany artefakt znany jako Brama Ory.

Choć Kayn był kiedyś zagorzale lojalny wobec swojego imperatora, teraz ma obsesję na punkcie polowania na Gwiazdę Poranną i nie zawaha się zabić każdego, kto wejdzie mu w drogę. Jest charyzmatyczny, urzekający i nonszalancki. Jest elokwentnym mężczyzną, który potrafić docenić znakomitość i spektakularność swojej przemocy, i kimś, komu przyjemność sprawia myśl o tym, że jest największym zagrożeniem, jakie znał wszechświat.

Nie domyśla się, że rzeczywiste największe zagrożenie, jakie znał wszechświat, wygodnie leży w jego lewej ręce.


Choć Rhaast mówi o sobie, że jest „głosem” wszechobecnego organicznego paliwa znanego jako Ora, to tak naprawdę jest żądnym krwi monstrum zaklętym wewnątrz starożytnej, kosmicznej kosy. W przeciwieństwie do Kayna nie za bardzo obchodzi go spektakularność ani efekciarstwo — po prostu lubi zabijać rzeczy. Tym sposobem łączy ich sojusz, choć nie przychodzi im to łatwo, ponieważ Kayn chce zebrać możliwie jak najwięcej Ory, a Rhaast chce zgasić tyle istnień we wszechświecie, ile tylko może. Dlatego też często wdają się w kłótnie.

Rhaast, przez niezliczone eony skazany na niewolę na różnych zapadłych planetach, miał wiele czasu, by przemyśleć prawdziwe plany swoich mistrzów co do wszechświata, ponad niekontrolowane mordowanie, i na razie nie ma nic przeciwko wstrzymaniu ich… a przynajmniej jeszcze przez chwilę. Koniec końców, czasami trzeba sobie pofolgować.


Podziel się ze znajomymi!